Etykiety

wtorek, 8 marca 2016

L'oreal brow artist shaper - kredka do brwi

Witajcie Kochani !
Wracam po przerwie. Nie będę się już tłumaczyć czemu nie pisałam, czas na to nie pozwalał. W międzyczasie pojawiło się u mnie sporo nowości. Kosmetyk o którym będę dziś pisać nie jest nowy i został na nowo przeze mnie wygrzebany z szuflady, gdyż zapomniałam o jego istnieniu. Będzie dziś mowa o kredce do brwi z woskiem z firmy L'Oreal - Brow Artist Shaper.
Co to za cudo? Ano takie, które zobaczycie na zdjęciu. Zdjęcie wzięłam z neta, bo moja kredka już jest w znacznym zużyciu

Jak widzicie z jednej strony jest kredka koloryzująca i grzebyczek a z drugiej wosk w kredce. Z tego co wiem to dostępne są trzy kolory. Mój odcień to 03 brunette, który okazał się niestety troszkę za ciemny, ale zamówiłam sobie jaśniejszy. 
Używanie tego typu kosmetyków bardzo oszczędza nam czas. Przy pomocy tej kredki jestem w stanie bardzo szybko wykonać makijaż brwi, a jak wiecie ja nie lubię za długo bawić się w makijaż, bo zależy mi coraz częściej na oszczędności czasu niż na spędzeniu 2 godzin na malowaniu się. 
Szczoteczka jest dla mnie za wąska przez co ciężej jest mi ujarzmić wszystkie włoski za jednym pociągnięciem, więc tutaj zawsze z pomocą przychodzi mi moja ulubiona kredka z Catrice, która znalazła się w moich ulubieńcach 2015 roku.
Jeśli chodzi o sama idee dołączenia wosku do kosmetyku to jest to wygodne, ale radzę Wam najpierw przeczesać brwi , pokryć je woskiem i dopiero potem umalować. Jeśli zrobicie to na odwrót Wasze brwi będą wyglądać nieestetycznie.
Poniżej pokaże Wam moje dotychczasowe zużycie produktu


Jak widzicie na zdjęciu zużycie kredki względem wosku niestety jest nierównomierne, a szkoda, bo wydaje mi się, że kredki pozbędę sie szybciej niż wosku. 
Ogólnie kredka jak dla mnie jest mięciutka i bardzo dobrze napigmentowana. Sunie po brwiach jak masełko, dlatego szybciej się zużywa przez co produkt jest mało wydajny jak dla mnie. W Irlandii kosztuje niecałe 8 euro. Szkoda mi wydawać taka kasę za produkt, który mi się zaraz zużyje. Zamówiłam drugą, bo jestem ciekawa jej koloru, czy będzie dla mnie odpowiedni. Jak na razie nic nie pobije mojej kredki z Catrice, która starcza mi na długo i jest dużo tańsza. 
Według mnie kredka powinna być minimalnie twardsza przez co zużycie byłoby lepsze i trochę cieńsza przez co byłaby bardziej precyzyjna i dokładniejsza, no ale każdy ma inne upodobania. :)
To co mogę powiedzieć to fakt, że kredka trzyma się cały dzień. Ogólnie to całkiem fajny produkt. Jestem nega ciekawa tego jaśniejszego koloru, czy nie będzie dla mnie zbyt jasny.
Czy któraś z Was posiada/posiadała ten kosmetyk ?
Jestem ciekawa Waszych opinii :)

Pozdrawiam 

Nie zapomnijecie o subskrypcji i polubieniu mojej strony na fb o tym samym tytule co blog. Jak nie mam czasu na pisanie to czasem wrzucam tam więcej rzeczy.

Do następnego razu

Kapturkowa :)



środa, 10 lutego 2016

Ulubieńcy makijażowi 2015

Witajcie Kochani,
Dziś ostatni post z serii ulubieńcy 2015, który został podzielony na 3 części. Dzisiaj część trzecia. Pozostałe części możecie zobaczyć w postach:
  • ulubieńcy pielęgnacyjni 2015 roku KLIK
  • ulubieńcy niekosmetyczni 2015 roku KLIK
Chciałabym zaznaczyć, że wszystkie zdjęcia robiłam w sztucznym świetle więc gdzie nie gdzie może odbijać się światło za co z góry przepraszam oraz mogą być widoczne cienie tam gdzie znajdują się napisy. Mam nadzieje, że nie będzie to Wam przeszkadzać, bo są to raczej znane produkty. Jak zobaczycie na zdjęciach wszystkie przedstawione produkty są przeze mnie intensywnie używane a niektórych używam już n-ty raz.

Myślę, że zaczniemy od początku, czyli od primera. Niestety, ale w 2015 roku nie znalazłam idealnego primera, który powaliłby mnie na kolana.Używałam te z Rimmela, ale one raczej jedynie dodatkowo nawilżały moją skórę. Owszem makijaż jako tako utrzymywał się cały dzień, jednak musiałam dokonywać poprawek w ciągu dnia.

W kategorii podkłady najfajniejszy dla mnie okazał się podkład z firmy Bourjois Healthy Mix, odcień 51 Light vanilla. Całkiem dobry podkład o miłym zapachu i odcieniu, który nie robił ze mnie różowej świnki. Nie był ideałem , bo od czasu do czasu potrafił podkreślać suche skórki, ale był zdecydowanie najczęściej używanym przeze mnie kosmetykiem. 



W makijażu nie może zabraknąć korektora i tutaj możemy je podzielić na korektory do twarzy i korektory pod oczy. Jeśli natrafimy na ideał to korektor może być użyty zarówno pod oczy jak i do tuszowania niedoskonałości. U mnie korektorem do twarzy wartym polecenia jest korektor z firmy Catrice Camuflage. Doskonale maskuje niedoskonałości, jednak nie nadaje się pod oczy, bo jego konsystencja jest zbyt ciężka i może zbierać się w zmarszczkach. Obecnie szukam super korektora pod oczy, który nie będzie zbierał się w zmarszczkach , a jednocześnie delikatnie rozświetlał tę część twarzy i maskował cienie. Ciężko dostać taki produkt, bo z reguły kosmetyki tego typu albo jedynie rozjaśniają tę część twarzy albo jedynie zasłaniają cienie pod oczami.  Może któraś z Was ma takie cudeńko w domu i chętnie się ze mną podzieli tą informacją.



Kolejna kategoria to pudry i tutaj mam trzy podkategorie:
  • puder w kamieniu - w tym miejscu prym w 2015 roku wiódł Revlon Photoready. Bardzo fajny i przede wszystkim wydajny puder. Jako jedyny, który jest już prawie na wykończeniu, co możecie zobaczyć na zdjeciu,
  • puder sypki - mam ich wiele w swojej kolekcji, jednak większość z nich mnie denerwowała, bo zamiast wylądować na mojej twarzy większa ich część lądowała na moich ubraniach. Być może, że to wina opakowania lub sam fakt, że pudry te są bardzo drobno zmielone i osypują się zanim znajdą się na twarzy. 
  • puder korekcyjny - puder, który nie tylko zmatuje nasza twarz, ale także skoryguje koloryt. 2015 rok był rokiem Meteorytow z Guerlain. Są ich przeciwnicy i zwolennicy. Ja widzę różnice jaka dają po aplikacji. Są osoby, które tego nie widzą.Wersja, która posiadam to wersja compact. 


Nie może zabraknąć także ulubionego produktu do konturowania, którym została paletka ze Sleek'a, która zawiera bronzer, róż i rozświetlacz. Wygodna i niedroga paletka, która świetnie nadaje się w podróż. Bardzo wydajna paletka, która chyba posłuży mi na długi czas.



Teraz może przejdziemy do brwi. W tej kategorii wymienię dwa produkty, które używałam najczęściej i które mogę polecić, bo się u mnie sprawdziły. Są to Rimmel Brow this way - żel do brwi oraz kredka do brwi z Catrice. Oba produkty świetnie ze sobą współgrały. Obecnie testuje jeszcze inną metodę wypełniania brwi, która coraz bardziej zaczyna mi się podobać. 



Były brwi czas więc na makijaż oczu. Zdecydowanie najczęściej używanym produktem stosowanym jako baza pod cienie okazał się Maybelline Color Tatoo, odcień Pink Gold. Nie było chyba dnia, kiedy nie użyłam tego kosmetyku. Świetnie trzyma w ryzach cienie do powiek, jest niedroga. Minus to odcień, który może trochę "zafałszować" rzeczywste kolory cieni do powiek. Nie każdemu może spodobać się fakt, że baza ta ma odcień perłowy. Nie jest to typowa baza, bo firma przeznacza ten produkt do użycia jako kremowy cień do powiek, jednak świetnie sprawdza się jako baza do powiek. 



Przypuszczam, że ciekawi jesteście jakie paletki cieni były moimi ulubionymi w 2015 roku. Proszę oto one:
  • Catrice Absolute Nude,
  • Zoeva Rose Golden,
  • Urban Decay Basic Naked 2,
  • Make Up Revolution Death By Chocolate,
  • moja własna paletka cieni z Inglota, której nie znajdziecie na zdjęciu, ale robiłam o niej wpis na blogu na który Was zapraszam klikając tu  KLIK



Oko mamy już prawie pomalowane brakuje jedynie mascary i eyelinera. W kategorii eyeliner wygrała kredka z Catrice Velvet Matt Smokey Eyes Pencil, którą można rozcierać. Na zdjęciu wersja oliwkowa i czarna.



Ulubionymi mascarami w 2015 roku były dwa tusze. Jeden z nich to tusz z Lancome Hypnose Drama (wpis na blogu KLIK )a drugi to tusz z Oriflame Wonder Lash Mascara. Na zdjęciu widzicie wersje brillant black. Mascara z Orfilame gościła najczęściej na moich rzęsach.



Ostatnią kategorią w tematyce makijażowej są usta. Tutaj używałam zarówno pomadki, błyszczyki jak i konturówki do ust. Pomadkowymi ulubieńcami zostały:
  • Oriflame Color Drop  odcień Rose Elixir,
  • Revlon odcień Golden Decadence - perłowy nudziak.
Moim odkryciem w 2015 roku były tanie błyszczyki z Make Up Revolution i tutaj moim ulubionym został błyszczyk Salvation Intense odcień Nothing like you and I. Błyszczyk długo wytrzymuje na ustach. Wymaga jedynie porządnego wcześniejszego nawilżenia ust, bo może się w nie wpijać i suche usta nie bedą wyglądać wtedy atrakcyjnie.



Całkowicie pomijam tutaj temat związany z ulubionymi pędzlami i innymi akcesoriami ułatwiającymi aplikacje makijażu. Parę pędzli musiałam wymienić, bo już się zużyły i testuje obecnie nowe. Niektórych już nie posiadam, bo tak się zużyły, że musiałam je wyrzucić.

To by byli wszyscy makijażowi ulubieńcy 2015 roku. Jestem ciekawa czy któraś z Was również znalazła podobnego ulubieńca jakie zaprezentowałam w poście. Jak zwykle się powtórzę, ale jeśli interesuje Was jakikolwiek produkt, który nie znalazł się u mnie jeszcze na blogu dajcie znać to wtedy zrobię jego osobna recenzję. 

Dziekuję za spędzony ze mną czas i do następnego razu 

Pozdrawiam 

Kapturkowa

poniedziałek, 1 lutego 2016

Ulubieńcy pielęgnacyjni 2015 roku

Witajcie Kochani,
W końcu zmobilizowałam się do napisania postu, który miał ukazać się w poprzednim tygodniu. Niestety dużo pracowałam i nie dałam rady nic zmontować. Mam nadzieje, że wybaczycie mi tal długi czas nieobecności. 
Czekają nas jeszcze ulubieńcy makijażowi, którzy mam nadzieje pojawią się wkrótce. Myślałam , że wyłonienie ulubieńców to będzie łatwe zadanie. Jednak okazało się, że nie jest tak łatwo wybiec myślami w tył. 
Zaznaczam, że w kategorii ulubieńcy pielęgnacyjni znalazły się produkty najczęściej przeze mnie używane w 2015 roku. Nie wszystkie produkty, które Wam przedstawię znalazły się na blogu, ale jeśli któryś z nich Was zainteresuje mogę zrobić osobną recenzję. Oprócz ochów i achów znajdą się wtedy również : skład i więcej informacji szczegółowych, których nie będę tutaj zamieszczać, bo post ten chyba nie miałby końca. 

Może najpierw zaczniemy od ulubieńców przeznaczonych do włosów:



W tej kategorii najlepszymi okazały się 3 produkty:
  • Macadamia Natural Oil Deep Repair Masque 100 ml - świetny produkt, który niesamowicie wygładza włosy i daje uczucie ich dobrego nawilżenia. Produkt, który wpadł w moje ręce miał tylko 100 ml (wersja podróżna). Niestety wersja pełna jest trochę droga i nie zawsze dostępna w Irlandii. 
  • Schwarzkopf Gliss Kur Total Repair. Szampon i odżywka z płynną keratyną. Dwa produkty przeznaczone do włosów suchych i zniszczonych, które dyscyplinują moje włosy i po ich zastosowaniu wyglądają na zdrowsze. Nie są to na szczęście drogie produkty, ale czasami trudno je dostać, bo są wykupywane. Bardzo przypadła mi do gustu także odżywka z olejkiem, której niestety nie mogę Wam pokazać, bo dawno ją zużyłam i ciężko mi było dostać kolejne opakowanie, ale post z jej opisem znajdziecie klikając tutaj KLIK
Następna kategoria, to seria do pielęgnacji ciała:



Tutaj szczególnie chciałabym wyróżnić dwa produkty z firmy Palmers Cocoa Butter Formula: Skin Therapy Oil, którego zużycie jest zauważalne oraz Balsam z witaminą E.  Olejek już niedługo mi się skończy, ale mam kolejny jego zapas :) Balsam z witaminą E już dawno skończyłam. Pełny opis tego produktu znajdziecie pod tym postem KLIK.
Jestem wierna tej firmie i obecnie mam w posiadaniu balsam ujędrniający. 

Teraz może postaram się skupić na oczyszczaniu całego ciała:



Tylko dwa produkty znalazły się w tej kategorii i tylko mydełka w kostce, które używałam najczęściej. Produkty pozwoliły mi na ukojenie mojej suchej skóry i złagodzenie działania chlorowanej wody, którą moja skóra nie cierpi. W tej kategorii niezastąpione okazały się mydło Dove z masłem shea i bardzo łagodne mydełko l'occitane z verbeną. Testowałam również mydełko mleczne z L'occitane, było całkiem spoko, ale jego wersja zapachowa była słabo wyczuwalna.

Pora na oczyszczanie twarzy i tutaj pewnie nikogo nie zdziwi , że w tej kwestii prym wiedzie Bioderma Sensibio do skóry wrażliwej.



Na zdjęciu widoczna jest Bioderma w opakowaniu 100 ml, które jest już właściwie puste.Jednak zatrzymam je , bo posłuży mi do napełnienia, kiedy będę lecieć np do kraju. Na użycie już czeka opakowanie 500 ml. Jeśli interesuje Was recenzja tego produktu to jest ona dostępna tutaj KLIK.
W tej kategorii powinnam wymienić także tonik, ale nie znalazłam jeszcze swojego faworyta.

 Po oczyszczaniu twarzy czas teraz na jej odpowiednie odżywienie i odmłodzenie hehe ;)



Muszę wyróżnić tutaj trzy produkty:
  • serum do twarzy Estee Lauder Advanced Night Repair - różne opinie krążą na temat tego kosmetyku. Według mnie jest świetny. Niestety świetna nie jest jego cena, dlatego nie mogę sobie na niego pozwalać zbyt często.
  • serum pod oczy Estee Lauder Advanced Night Repair Eye Serum - również świetny produkt
  • olejek do twarzy Antipodes Divine Avocado Oil - bardzo fajny produkt, dający ukojenie mojej skórze, która już z wiekiem mi się przesusza. 
W kategorii kremy do twarzy niestety żaden mnie nie zachwycił i wciąż jestem na etapie jego poszukiwania.

Nie znajdziecie tutaj kategorii kremy brązujące, ponieważ ich nie używam ze względu na ohydny zapach, który pojawia się po kilku minutach od aplikacji. Jeśli znacie takie, które nie śmierdzą to proszę dajcie znać, bo zraziłam się do tego typu produktów. 

W kategorii perfumy jak narazie znalazły się tylko jedne perfumy. Oriflame Enigma Dare to Dream.



Perfumy pachną naprawdę pięknie, ale niestety firma zrezygnowała z ich produkcji i nie można ich nigdzie dostać Jest jedynie dostępna wersja mocniejsza, która jest dla mnie za bardzo dusząca. 

Mając na uwadze pielęgnacje ust tylko jeden produkt od razu mi się nasuwa na myśl:



Jest nim Tender Care z Oriflame. Kosmetyk wiele razy uratował moje spierzchnięte usta oraz okolice nosa podrażnione podczas choroby i częstego smarkania w chusteczki. Wadą jest jego opakowanie, które ma wąski otwór. Prezentowana na zdjęciu wersja to Tender Care migdałowy. Są jego różne wersje.

Kategoria paznokcie dla mnie nie istniała w 2015 roku. Zero lakierów do paznokci. Jeśli chodzi o odżywki to nie znalazłam idealnej, która by pomogła moim bardzo łamliwym paznokciom. Ktoś pomyśli; jak to zero lakierów? A no tak to. W pracy nie mogę ich używać a pomalowanie ich przez łamliwość graniczyło z cudem. I tutaj moja prośba do Was. Jeśli znacie produkt, który uratowałby mi moje podupadłe przez pracę paznokcie to byłabym wdzięczna.

Jeśli chodzi o kremy do rąk to również nie miałam żadnego faworyta w 2015 roku. Potrzebuje produktu, który by miał właściwości regeneracyjne, ale nie pozostawiał tłustego filmu.

I to by było na tyle jeśli chodzi o ulubieńców pielęgnacyjnych 2015 roku. Jeśli coś pominęłam dajcie koniecznie znać. 

Dziękuje za poświęcony czas i do następnego razu :)

Pozdrawiam 

Kapturkowa

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Niekosmetyczni ulubieńcy 2015 roku

Witajcie Kochani,
Wszystkiego dobrego w nowym roku dla Was. Tak wiem. Nowy rok już jest. Ja jak zwykle zajęta. A to choróbsko mnie dopadło, a to ząb leczony kanałowo zaczął o sobie przypominać, a to zbiórka rzeczy dla schronisk dla piesków. 
Ale do rzeczy.Wróciłam. Z zasmarkaną kichawką, ale jestem :)
Ulubieńców 2015 roku podzieliłam na 3 posty:
  • ulubieńcy niekosmetyczni,
  • ulubieńcy makijażowi,
  • ulubiona pielęgnacja.
Dziś niekosmetyczni ulubieńcy, ale wciąż trzymamy się mojemu głównemu tematowi jakim jest "piękno" pojmowane przez moja osobę, czyli beauty by kapturkowa :)
Wszyscy ulubieńcy będą przedstawiani w "przypadkowej" kolejności. Większość moich postów powstaje spontanicznie. Po prostu pisze to co przychodzi mi do głowy.
Nie byłabym sobą, gdybym w tym miejscu nie wspomniała o moich kochanych pieskach, które odmieniły moje życie. Piękno w czystej postaci :)


O lewej Kodi, który zawitał u nas właśnie w 2015 roku a od prawej adoptowana przez nas Penny, która też zawitała u nas w 2015 roku. Oboje przeze mnie kochane. Penny trzyma uszy po sobie na tym zdjęciu, ale obecnie już je stawia do góry, co mnie bardzo cieszy. Nie będę się tutaj o nich rozpisywać. Każdy kto posiada psa wie jakim szczęściem jest go mieć w domu.

Z kategorii książkowej bardzo spodobała mi się książka "Tajniki Makijażu", której autorka jest znana vlogerka Red Lipstick Monster. 

Dlaczego ta książka skoro jest tyle innych na rynku? Została wydana końcem 2015 roku. Zadałam sobie dużo trudu, żeby ja zdobyć i żeby dotarła do mnie. 
Książka przeznaczona jest zarówno dla początkujących jak i już będących w temacie osób. Dała mi nowe spojrzenie na temat makijażu i dała dużą motywacje do tego, żeby zacząć eksperymentować z makijażem, bo tylko wtedy będziemy mogły się go nauczyć. Bardzo ciekawa książka i jak do tej pory dla mnie najlepsza ze wszystkich jakie posiadam w swojej kolekcji. Dajcie znać, jeśli macie ochotę, żebym zrobiła jej recenzje.

Kolejna z jednej strony niekosmetyczna rzecz, ale z drugiej służąca mi do zrobienia makijażu. Jest nią lusterko Ledowe formy Rio. 



Małe poręczne lusterko, które samo świeci. Niezwykle przydatne, kiedy musimy zrobić makijaż a na zewnątrz jest jeszcze ciemno. "Kręcenie się" w koło lampy wiszącej, żeby złapać dobre światło jest trochę męczące. Wyjściem jest światło tuż nad lustrem w łazience, jednak takie lustro nie daje mi wystarczającego powiększenia. To lusterko mi to daje. 
Z jednej strony jest normalny widok, a z drugiej powiększa 5 razy. Na rynku dostępne są lusterka większe tego typu i mające wtyczkę do gniazdka. Moje jest na baterie, więc wydaje mi się, że bardziej poręczne, bo możemy je ustawić dosłownie wszędzie. Lusterko przyda się również, gdy zależy nam na wykonaniu bardziej precyzyjnego makijażu. Polecam wszystkim.
Poniżej daje Wam linka, gdzie możecie go nabyć. Lusterko dostępne jest również w sieci Debenhams, która rozprowadza także produkty do Irlandii Południowej. 


Kolejna rzecz, która bardzo mi ułatwiła segregację moich makijażowych kosmetyków to plastikowe szufladki, które można ustawić dosłownie wszędzie.



Szufladki zmieszczą się wszędzie.. Możecie w nich schować swoje podkłady, szminki, kontórówki, pojedyncze cienie do powiek itd. Nie nadają się do schowania lakierów, bo są za niskie. Szukam obecnie czegoś podobnego, ale co pozwoliłoby mi schować pudry sypkie, bronzery, czyli kosmetyki trochę większego gabarytu. 
Szufladki bardzo ułatwiły mi lepsze zorganizowanie moich  kosmetyków i teraz to co było pochowane i o czym zdążyłam juz zapomnieć, ze posiadam jest teraz na wierzchu. Wiele razy miałam taka sytuację, ze coś kupiłam, wsadziłam do zwykłej szuflady i o tym zapomniałam. 

Ostatnia rzecz, którą polubiłam jest szczotka do włosów. Dla jednych może wydać się zbędną rzeczą. Dla innych może okazać się przydatna.


Jest to szczotka, która usuwa nadmiar jonów z naszych włosów, czyli usuwa ich nadmierne naelektryzowanie. Nie da Wam ona efektu prostych włosów, chociaż widziałam ,że są takie szczotki na rynku, które są przeznaczone typowo do prostowania włosów. Myślę ,że szczotka przyda się świetnie w takich porach roku, kiedy musimy nosić czapki i nasze włosy nadmiernie się puszą i elektryzują. 

Jak się Wam podobają moi ulubieńcy? Już niedługo pojawią się ulubione produkty pielęgnacyjne i makijażowe.

Pozdrawiam i do następnego razu :)

Kapturkowa :)

środa, 6 stycznia 2016

7 rad dla opadającej powieki

Witajcie Kochani w Nowym Roku :)

Tak się zbierałam i zbierałam do napisania jakiegokolwiek postu, że anim się obejrzałam to już był 6 stycznia. :)
Posty miały się pojawić jeszcze przed świętami, ale nie udało mi się ich napisać. Jeden z nich to temat związany z opadającą powieką. Problem, który dotyczy bezpośrednio mnie. 
Dużo czytałam na ten temat i myślę, że zabrałam tutaj najważniejsze porady. Dzisiejszy post będzie bardziej pogadankowy niż obrazkowy, ale mam nadzieje, że część z Was skorzysta i postara się wprowadzać te rady na co dzień.
Najważniejsze to nie bać się eksperymentować na sobie. Zawsze niechciany makijaż możemy zmyć i wrócić do tego , do którego jesteśmy przyzwyczajeni lub wprawieni w jego wykonaniu. Nie eksperymentujmy tylko w czasie, kiedy nie mamy go za wiele, bo możemy się zniechęcić, a nie o to nam chodzi.
Nawet gdybym nakręciła filmik na ten temat (czy wstawiła zdjęcia) to i tak nie do końca byłyby do zastosowania przez każdą z Was. Każda opadająca powieka jest inna. Jedna opadać może np tylko  z jednej strony, inna opada na całej długości a jeszcze inna ma opadające kąciki. 

Pierwsza rada:
Zawsze staraj się użyć ciemniejszego cienia od swojej tonacji cery powyżej ruchomej powieki. To da złudzenie, że obszar powyżej powieki (który opada) optycznie się schowa. Najlepiej jeśli cień ten będzie matowy.

Druga rada:
Nigdy nie używaj połyskującego cienia powyżej załamania powieki i powyżej ruchomej powieki, bo przez ten blask będzie się wydawało, że obszar opadającej powieki jest jeszcze większy niż w rzeczywistości. 

Trzecia rada:
Staraj się używać matowych cieni (załamanie powieki i powyżej). W kąciki i na ruchomą powiekę możesz użyć połyskujące. Ruchoma powieka wyda się wtedy optycznie większa.

Czwarta rada:
Nie modeluj brwi z za wysokim odbiciem, bo powstanie wtedy większy obszar, który zakrywa nam ruchoma powiekę.

Piata rada:
Cienie w zewnętrznym kąciku nie powinny za bardzo wychodzić na dół, bo chcemy przecież unieść powiekę a nie bardziej ją przytłoczyć. 

Szósta rada:
Dolną powiekę pokryj ciemnym cieniem lub eyelinerem, ale nie na całej długości (mniej więcej do połowy).Oko wyda się większe.

Siódma rada:
Najlepiej używać mascary, która będzie wydłużała rzęsy. Dzięki temu zasłoni nasz mankament. Możemy też użyć sztuczne kępki rzęs,ale tylko na zewnętrznej części powieki.

Każdy popełnia jakieś błędy, zwłaszcza kiedy się uczymy, ale dzięki temu odkrywamy to co dla nas najlepsze. Więc do dzieła i koniec z opadającymi powiekami :) 

Pozdrawiam serdecznie i do następnego razu :)

Kapturkowa :)

wtorek, 1 grudnia 2015

Makijaz z Catrice Absolut Matt - druga szansa + recenzja

Witajcie Kochani,
Kolejna odsłona makijażu. Tym razem z paletką Catrice Absolute Matt. Dałam jej drugą szansę, bo w moim teście trzech paletek z Catrice wypadła najgorzej. 
Możecie zobaczyć ten test jeszcze raz klikając tutaj : KLIK

Oto paletka :
Nie chce skreślać wszystkiego, dlatego dzisiejszy makijaż powstał z użyciem tej paletki, która posiada matowe cienie. Nie wiem czy wiecie, ale jeśli któraś z Was posiada opadające powieki to powinna właśnie częściej sięgać po matowe cienie. Cienie połyskujące użyte powyżej ruchomej powieki mogą dać złudzenie, że powieki opadają jeszcze bardziej. 
Z matowymi cieniami z reguły jest tak, że ich pigmentacja jest troszkę gorsza, dlatego im ich lepsza pigmentacja, tym lepiej świadczy to o firmie i można jej zaufać.
Jeszcze raz przedstawiam Wam poszczególne cienie na mojej ręce
Na zdjęciu zaznaczyłam Wam od razu cienie, które uzyłam w makijażu.Jak widzicie ich pigmentacja nie powala a te trzy ostatnie powinny być widoczne. Ostatni szary wyszedł jak brązowy. Zastanawiam się, czy zauważyłybyście cień pierwszy od lewej, gdybym nie oznaczyła go gwiazdką :)

Efekt końcowy, który zobaczycie na końcu posta wyszedł całkiem całkiem. Jednak praca z tymi cieniami nie była łatwa. Szary, który użyłam w załamaniu powieki trudno się blendował i tam gdzie nabrałam go więcej tam pozostawała plama, której rozblendowanie zajęło mi sporo czasu. 
Cienie musiałam nakładać kilka razy, żeby wydobyć ich kolor. Używałam w tym celu pędzelka. 
Paletka nie jest droga, więc z jednej strony nie mogłam oczekiwać od niej cudu, ale moja ulubienica Catrice Absolute Nude radzi sobie całkiem nieźle. 
Jeśli już jesteście posiadaczkami tej paletki lub zastanawiacie się nad jej kupnem, bo kusi Was cena to radzę strzepywać nadmiar cienia z pędzelka, żeby uniknąć plam. Lepiej jest przecież dołożyć cień za każdym razem go blendując niż rozcierać plamę. 
Plus za to, że firma stworzyła paletkę tylko z cieniami matowymi. Dla mnie jak znalazł, bo moje powieki mocno opadając i zrobienie jakiegokolwiek makijażu stanowi pewien problem. 
Nie skreślam tej paletki całkowicie. W końcu wydałam na nią pieniążki. Nie lubię jak się coś marnuje i leży w szufladzie nieruszane. Jedyne co to trzeba nauczyć się z nią pracować i mieć więcej cierpliwości. 
A teraz zaprezentuje Wam makijaż. Nie wyszedł tak tragicznie, dlatego nie wyrzucam jej ze swojej kolekcji, 






Efekt końcowy nawet mi się podoba. Na ruchomą powiekę nałożyłam drugi cień od lewej, W załamanie i powyżej cień numer 4. W samo załamanie ostatni szary. Od środka do końca powieki cień numer 3. Pod łuk brwiowy i w kąciki oczu cień numer 1.

Pozdrawiam i do następnego razu :)
Nie zapomnijcie o subscrypcji i polubienie mojej strony na facebooku

Kapturkowa

Paese, Arganowy plyn micelarny do demakijazu

Witajcie Kochani,
Dziś chciałam Wam przedstawić płyn micelarny do demakijażu twarzy z firmy Paese. Produkt zdenkowałam całkowicie do ostatniej kropli. 

Skład: Aqua, Sodium Arganamphoacetate, Propykene Glykol, Panthenol, Cetrimonium Bromide, [+/-] Citric Acid, Sodium Citrate.

Jak widzicie skład jest ubogi i może to dobrze, że producent nie napchał tam zbyt wielu "ulepszaczy", które nie zawsze dobrze służą naszej skórze.
Pojemność opakowania to 210 ml. Butelka jest plastikowa i można ją ściskać, żeby wydobyć więcej kosmetyku. 
Jest to produkt produkowany w Polsce i przez polską firmę.
Produkt usuwa zanieczyszczenia i makijaż twarzy, w tym oczu. Jego formuła posiada łagodną substancję myjącą, oparta na trójglicerydach oleju arganowego. Dzięki zawartości D-panthenolu ma nawilżać i łagodzić skórę. Produkt nie posiada parabenów, alergenów i substancji zapachowych.
Cena w Polsce okolo 20 zł, cena w Irlandii 9,95 euro, czyli u nas dwa razy drożej.

Co mnie denerwuje w tym kosmetyku? To nie tak , ze w każdym staram się doszukiwać coś złego, tylko to co zauważam, że może przeszkadzać w codziennym użytkowaniu. Denerwujący dla mnie jest dozownik. Kosmetyk otwiera się naciskając jedną stronę i wtedy podnosi się druga z otworem. Czasem nic z niego nie wychodzi, więc super,że butelkę da radę ścisnąć, ale ....
No właśnie jest to ale. Po naciśnięciu część produktu zamiast tylko na wacik wylewa sie poza niego i przelewa mi się między pozostałe palce. Musiałam to opisać szczegółowo, żebyście poczuły moją frustrację, którą wtedy odczuwałam. Nie po to wydałam kasę na produkt, żeby go marnować!

Kosmetyk używałam wieczorem i stosowałam go jedynie do zmywania makijażu. Starczył mi na niecały miesiąc i być może starczyłby mi na dłużej, gdyby jego część nie znalazła się w odpływie zlewu. 

Produkt nadaje się do demakjiażu oczu i co ważne ich nie podrażnia, jednak demakijaż ten trzeba powtarzać (jeden wacik nie starczy). I nie do końca jestem pewna, czy domył wszystkie kosmetyki z moich oczu, bo wydawało mi się, że nie domył porządnie tuszu. Bioderma domywa mi wszystko za jednym razem i nie ma ani śladu kosmetyków. Jednak ten etap można wybaczyć temu płynowi w moim przypadku, bo mój demakijaż nie kończy się na tym etapie.
Duży plus za to,że skóra nie jest podrażniona po zastosowaniu tego kosmetyku. Produkt nie wysusza skóry i nie pozostawia na niej tłustej warstwy po aplikacji, Płyn przeznaczony jest do każdego typu cery.

Czy powrócę do tego kosmetyku ?
To zależy! Jeśli producent zmieni dozownik (np na pompkę), żeby nie marnotrawić produktu i jego cena w Irlandii będzie niższa to być może,że wrócę. Ktoś może powiedzieć, że przecież mogę kupić kosmetyk w Polsce. I tu jest ten problem, że nie bywam tam często, a kupując online na polskich stronach , często koszty przesyłki do Irlandii znacznie mogą podwyższyć na końcu cenę produktu (jeśli doliczymy koszty przesyłki do ceny produktu). 

Czy ktoś z Was posiadał ten produkt? Jeśli tak to napiszcie mi proszę koniecznie, czy ten dozownik sprawiał Wam problemy, czy tylko ja je posiadałam?

Pozdrawiam i do następnego razu :)

Kapturkowa